Archiwum tagów dla 'komentarz'

Szpaku “bohaterem” meczu Polska-Serbia

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż ogromny kibic futbolu to ze mnie nie jest, a poniższe jest jakby odreagowaniem po wczorajszym meczu.

Nie jest rzeczą obcą, dla całej rzeszy kibiców polskiej (lub może, po prostu…) piłki kopanej, iż Dariusz Szpakowski “wielkim komentatorem jest”. To, co wyprawia, głosząc swoje tezy i mądrości na temat gry biało-czerwonych, obchodzi moje poczucie obojętności na świat i wkrada się do mojego umysłu za każdym razem, gdy na ekranach naszej telewizji publicznej (dlaczego jeszcze nie prywatnej?!) gra “cudowna kadra” Ben-hackera.

Do niedawna (chociaż przyznam się, że z niemałym trudem) tolerowałem popisy językowe i intelektualne Szpaka, ale to co się działo wczoraj, podczas meczu Polska - Serbia, było największą parodią komentatorstwa, z jaką przyszło mi się spotkać w mojej (niedługiej, bo niedługiej ale…) historii oglądania meczy Polskiej Reprezentacji w Piłkę Nożną!

To nic, że komentatorzy oceniali grę podopiesznych Leo, tak jakby mieli już z początku przygotowane kilka poziomów ocen i zwyczajnie przełączali się między nimi w zależności od wyniku meczu - To nic!

To nic, że z początku, gdy nasze prowadzenie było bezapelacyjne:

Przyznam, że spodziewaliśmy się więcej po drużynie Serbów…

a nasza reprezentacja, była oceniana w samych och-ach i ach-ach, bo do tego zdążyli już nas przyzwyczaić tawarij Szpaku i ferajna, ale to, jak się zmieniło komentatorstwo, gdy Serbowie wzieli się w garść, jest przykładem tego jak NIE powinno się komentować meczy. Szpaku jest jak chorągiewka, która powiewa w zależności od wyniku w stronę albo

cudownych podań, bezbłędnych dośrodkowań i agresywnych zagrań Polskiej Reprezentacji

albo

mogły by być lepsze, zła kondycja, słaby pressing, złe dośrodkowania, zbyt pasywna gra Polskiej Reprezentacji

by ostatecznie dojść do kulminacyjnego (gdy Serbowie odrobili 2 gole i kończył się już mecz)

Wyrwaliśmy remis.

Naszło mnie pytanie, kto rzeczywiście wyrwał ten remis: Polacy, czy może Serbowie?

Czy Ty też wyłączasz głos oglądając mecz, który komentuje Szpakowski? Przybij boratową pionę!

Powiem tak. Osobiście mecz był ciekawy (mimo, iż awans mieliśmy już dobitnie zagwarantowany) i nawet nie było to takie złe, że był taki odrobinę cichy (niewielka ilość Serbów na trybunach - swoją drogą ciekawy jestem ilu nie przyszło dlatego, iż pobili ich polscy kibole). Przede wszystkim najważniejsz we wczorajszym meczu, było to, iż Leoś pokazał nam nowe twarze, troche odświeżając grę naszych chłopców, przez co można było zobaczyć całkiem przyjemne akcje i gole nie-strzelone-ze-szczęścia, tylko z czystej gry taktycznej. Jak dla mnie Polacy mogliby tak grać w każdym meczu.

Odgłosy a sny i kwestia kultowości

Dzisiaj dwie rzeczy z bardzo różnych i niepodobnych do siebie beczek. Zapraszam do lektury.

Czasami, jak nie mogę spać w nocy, to nudzę się niemiłosiernie, natomiast nie mogę wyzbyć się pewnej teorii, która od jakiegoś czasu łazi po mojej głowie. Zastanawiam się, dlaczego określona częstotliwość (lub jej brak) odgłosów podczas bezsennej, klimatycznej nocy, powoduje strach lub ukojenie.

Z własnego doświadczenia wiem, iż pewne rytmicznie powtarzające się odgłosy, jak
świst wiatru na dworzu, szum radiatorów komputera, czy deszcz bijący w szyby okien,
działają w pewien magiczny sposób kojąco. Na przykład, łatwiej mi jest zapaść w sen, gdy słyszę wiatr za oknem, gdyż wtedy łatwiej wyobrazić sobie jakiś obraz (dajmy na to burzę śnieżną, przez którą się przeprawiamy :) ) i zwyczajnie zapaść w głęboki sen. Przeciwnie jest z odgłosami, które wykazują niewielką rytmiczność lub jej całkowity brak. Dajmy na to - skrzypienie drzwi, odgłos upadku jakiegoś przedmiotu z pokoju obok, lub wywrócenie się na podłogę pijanego sąsiada z mieszkania nade mną (btw. mieszkam w bloku :P). Wiadomo, “żaden prawdziwy mężczyzna nie okazuje strachu” i takie tam i ja to rozumiem, ale co z tego, skoro te odgłosy potrafią rozproszyć moją starannie witą, delikatną nicią, sieć azylu w postaci snu. I jaka tu logika? Czemu mechanizmy obronne człowieka, w postaci nerwów, nie mogą wyłączyć się od tak, by dać człowiekowi szansę na odpoczynek, nawet gdy jest we własnym mieszkaniu?! Chyba rzeczywiście się nudzę po nocach.

Druga rzecz tyczy się kultowości czegokolwiek - najlepiej filmów. Oglądamy dzisiaj ze znajomkami horror, z serii “kultowe horrory familijne”, o tytule Martwe Zło, z 1981 roku. Ta data mówi sama za siebie. Te efekty, ten klimat, a o grze aktorskiej nawet nie wspominam. Jeden komentarz z filmwebu, własnie do tego filmu, mnie powalił całkowicie:

“Mała rada. Nie komentuj filmów których nie rozumiesz, nie denerwuj ludzi którym się ta pozycja podoba (mi sie podoba bardzo) a swoje płytkie odczucia zachowaj dla siebie”

No ok, opinia w pytke. Po pierwsze, co jest do rozumienia w horrorze typu “przybyli, zobaczyli, polegli”, a po drugie, jakimi ograniczonymi ludźmi muszą być Ci, których denerwuje każda, rożna od ich własnego zdania, opinia na dany temat?

Nasuwa mi się pytanie - czy jeżeli mamy doczynienia z czymś kultowym: np. ten film lub nowy film
kultowego reżysera, to czy należy to w ciemno chwalić? Mnie zdarza się osobiście podziwiać rzeczy, które niekoniecznie nadają się do podziwiania. Zdarza mi się dawać szansę każdemu filmowi reżysera, który wg. mnie stworzył coś trwałego i kultowego. Zdarza mi się doszukiwać na siłę pozytywów i wychodzić na końcu z założenia, że może jednak warto było doświadczyć czegoś takiego. Tylko skąd takie myślenie się bierze? Z lenistwa umysłowego, czy może obycia życiowego i pokory wobec innych (bo przecież mają prawo uwielbiać coś i lepiej ich nie “denerwować”, żałosne) ? Tak czy inaczej, wszystko jest kwestią gustu i podobne komentarze można zobaczyć wszędzie. Na każdym forum, gdzie znajduje się przynajmniej dwóch niejednakowo myślących osobników, takie komentarze będa padać i jednoczesnie zaczną się sypać obraźliwe epitety. Popieram ukazywanie własnego zdania na temat danej sprawy, natomiast to wszystko musi mieć ręce i nogi i byle jakie wyzywanie, nie jest w tym wypadku sposobem na jakąkolwiek dyskusję. Zresztą, to jest zwyczajnie dla mnie dziwne, że niektórym ludziom trudno jest wyjść z powłoki “własnego ego” i zobaczyć coś z innego punktu widzenia i zaakceptować istnienie tej wizji. Pomimo ogromnej wartości każdej jednostki, nie istniejemy na świecie sami i dobrze poznać jest jakiekolwiek opinie innych. To skutecznie godzi w ten mur zaściankowości, przed którym każdy z nas powinien się bronić.

i pamiętajcie,

Make War, Not PiS ;P