Archiwum tagów dla 'How-to'

Guitar Pro 5 na Arch Linux przez wine.

Guitar Pro 5, było jedną z tych aplikacji, które zmuszały mnie do częstego logowania się na windows, co pochłaniało mnóstwo mojego cennego czasu. Zmuszało, gdyż odpowiedniki na Linux nie mogły sobie poradzić z tabulaturami .gp5 i nie miały RSE, które jest całkiem przydatnym bajerkiem. Dość! Wykorzystując ten poradnik, dla innej dystrybucji linux - Ubuntu, sprawiłem, iż Guitar Pro 5 oficjalnie zadziałał na moim Archu, co może zaowocować niedługim opróżnieniem partycji windowsowej :) No ale do rzeczy.

1. Instalujemy wine

yaourt -S wine

Dobrym pomysłem na tym etapie instalacji, będzie skopiowanie windowsowych fontów do ~/.wine/drive_c/windows/fonts. Nie będzie dzięki temu żadnych krzaczkowych literek.

Używam yaourta, ponieważ jest wygodny w użyciu i zapamiętuje paczki, jakie dodaliśmy przez Aurbuild a jakie przez repozytoria.

2. Instalujemy Guitar Pro 5 przez wine

Ściągamy instalatora z oficjalnej strony lub z jakiegoś innego źródła i następnie

wine [ścieżka do pliku .exe instalatora]

Dobrą rzeczą jest zainstalować GP5 w domyślnej lokalizacji (.wine/drive_c/Program Files).

3. Czas na midi!

By Guitar Pro wykrywało nasz sprzęt i interfejs przez jaki ma grać, należy zainstalować dwie rzeczy

yaourt -S timidity++ timidity-eawpatches

Timidity oraz dodatkowe patche dźwiękowe do niego pozwolą nam na korzystanie z midi poprzez ALSA Sound, jako ALSA Sequencer. Po skompilowaniu i zainstalowaniu paczki timidity-eawpatches z Aurbuilda, do pliku /etc/timidity++//timidity.cfg powinny dodać się następujące linijki:

dir /usr/share/timidity/eawpats/
source eawpats/gravis.cfg
source eawpats/gsdrums.cfg
source eawpats/gssfx.cfg
source eawpats/xgmap2.cfg

Jeżeli tak się nie stało, dodajemy je ręcznie.

Można i dobrą rzeczą jest w tym momencie sprawdzić, czy timidity działa, poprzez wklepanie:

timidity [ścieżka do pliku midi]

4. Uruchamiamy timidity jako sekwencer ALSY

Po pierwsze, należy sprawdzić, czy moduł snd_seq jest załadowany:

lsmod | grep snd_seq

Jeżeli nie, wklepujemy:

# modprobe snd_seq

Następnie trzeba będzie dodać polecenie do autostartu (przed dodaniem do autostartu, dobrze jest odpalić wklepać timidity -iA -B2,8 -Os & w konsoli; powinniśmy ujrzeć opening port 128:1 128:2 [itd..] i od tego momentu dźwięk w Guitar Pro 5 powinien już działać). Jeżeli chodzi o autostart, dla Gnome, czy Xfce, wystarczy skorzystać z wbudowanych loaderów aplikacji na starcie menadżera okien i dodać tam polecenie timidity -iA -B2,8 -Os & (dla Gnome -> sesje, dla Xfce -> aplikacje startowe), natomiast KDE wymaga stworzenia skryptu, odpalanego poprzez link w folderze .Autostart (wybieramy sobie ściężkę do niego w kcontrol). Mianowicie:

najpierw tworzymy skrypt o treści

#!/bin/bash
timidity -iA -B2,8 -Os &

Zapisujemy go w /usr/bin/, nadając mu nazwę, np. gp5midi. Robimy z niego binarkę uruchamialną poprzez polecenie

# chmod +x [nazwa pliku - np. gp5midi]

i w końcu linkujemy skrypt do naszego katalogu .Autostart

cd ~/ścieżka do katalogu autostart/.Autostart
ln -s /usr/bin/[nazwa pliku - np. gp5midi]

Ponowne załadowanie menadżera okien i nasze timidity powinno współgrać z ALSĄ.

5. Konfigurujemy Guitar Pro 5

Uruchamiamy nasze Guitar Pro poprzez wine, ładujemy plik .gp, przechodzimy do Options/Midi Setup i zmieniamy porty od 1-4 (lub 0-3, zależy jak będzie u was) na timidity i ważne jest, by każdy port był inny. Zapisujemy nasze ustawienia i cieszymy się działającym Guitar Pro na naszym Arch Linux. Oto efekt mojej pracy:

Życzę miłej i twórczej pracy z programem Guitar Pro 5 na Arch Linux :)

Update (22.09.2007): Po ostatnim upgrad’zie pakietu Fluidr3 i po uruchomieniu ponownie GP5 na moim wine, działa opcja RSE. Nic przy tym specjalnego nie kombinowałem, więc najprawdopodobniej u was, po zainstalowaniu tak jak napisałem powyżej, powinno również działać i ostatecznie usunąć problem RSE z linuksowego GP5.

Trening: Aerobiczna "6" Weidera

Dzisiaj w trochę innym klimacie. Jako, iż jestem po dłuższym okresie przerwy rozpocząłem na nowo aerobowy cykl na brzuch zwany powszechnie “a6w”, czyli w pełnej wersji - Aerobiczną “6″ Weidera. Wpadłem na ten zestawik treningowy mniej więcej rok temu (też był Marzec) i ćwiczenie go naprawdę pomogło mi wyjść z poważnego kryzysu związanego z moim brzuchem :) Poniżej zdjęcie do rozpiski ćwiczeń oraz rozpisu stopniowania serii w poszczególnych częściach cyklu.


Moje uwagi:
Cykl składa się z sześciu ćwiczeń i w każdym ćwiczeniu najważniejsze jest oderwanie łopatek od podłoża w leżeniu płaskim, z jednoczesnym utrzymaniem styku z podłożem w niższych partiach pleców. Napięcie mięśni jakie powinniśmy osiągnąć należy przytrzymać przez następne 3 sekundy i dopiero wtedy opuścić górną część pleców. To bardzo istotne, gdyż wpływa na późniejsze efekty uzyskane przez trenowane. Poszczególne ćwiczenia, oprócz czwartego, zostały opisane dosyć jasno i nie ma sensu ich tutaj przedstawiać ponownie. W opisie ćw. 4 został użyty kłopotliwy wyraz - “nożyce”. Zamiast robienia typowych nożyc o prostych nogach, polecam takie samo zginanie nóg jak w ćwiczeniu 1 i 3 (by były dwa kąty proste - pokazane na obrazku). Ćwiczenie 4 ponadto jest ćwiczeniem “szybkościowym”, w którym pomijamy 3 sekundowe trzymanie napięcia przy kazdym powtórzeniu. Ważnym jest też by w ćwiczeniach, gdzie podnosimy jedną nogę, a potem drugą liczyć te powtórzenia jako pół a nie całość.

Chcącym coś zrobić ze swoim “maćkiem” ale nie ćwiczącym wcześniej brzucha, polecam robienie 3-4 dni przed rozpoczęciem cyklu, po 100 brzuchów dziennie (obojętnie jakich). Chodzi o zaprawienie mięsni brzucha przed właściwymi ćwiczeniami w cyklu “a6w”. Z własnego doświadczenia i z opinii innych ćwiczących wiem, iż zakwasy (które tak czy inaczej poczujecie, jesli nie ćwiczyliście wcześniej brzucha!) trzymają od 2 do 4 dni po rozpoczęciu ćwiczeń na tę partię ciała. Także jest to bariera do przebolenia, bo warto się ten czas przemęczyć i potem mieć już, że tak powiem z górki.

Cykl obejmuje 42 dni codziennych ćwiczeń. Jest to trening dla ludzi systematycznych i posiadających silną wolę. Co prawda, co 7 dni można zrobić dzień (nie więcej!) przerwy, ale gdy ta przerwa przedłuży się chociażby o kolejny dzień, to trzeba trening zaczynać od początku, nieważne w jakim momencie go przerwaliśmy. Jeżeli macie problemy z systematycznością, możecie przez samokontrolę i regularne ćwiczenia ją sobie poprawić, ale uprzedzam, iż będzie to ogromny wysiłek.

Jako, iż jest to trening aerobowy, zalecane jest dla uzyskania najlepszych efektów wykonywanie szybkich powtórzeń (przerwy 3 sekundowego napięcia nie zostają w to wliczone). Celem jest jak najszybsze wykonanie jednej, dwóch a potem trzech serii ćwiczeń, tak, by 42 dzień zrobić w mniej więcej 30 minut. Z własnego doświadczenia powiem, żeby z początku nie szarżować by robić jak najszybciej tylko powiedzmy, przez pierwszy cykl nabrać odpowiedniej techniki, a potem popracować nad szybkością. Gdy ostatnim razem miałem już 39 dzień, zrobiłem go w około 37 minut, a efekty mimo wszystko były :) Dodatkowo, dla lepszych efektów polecam łączenie ćwiczenia tego cyklu z innymi ćwiczeniami aerobowymi jak np. bieganie, rower czy pływanie oraz z ćwiczeniami na rzeźbę (dla chętnych inne ćwiczenia na mięśnie brzucha).

Najważniejsze zasady wszystkich ćwiczeń, które pasują również do tego cyklu - cierpliwość i sumienność w ich wykonywaniu. Nie zrażajcie się trudnościami, a z czasem efekty przyjdą do was same! Życzę wam miłego ćwiczenia, a sam zabieram się za dzień ósmy :)