Oto fragment pewnej historii, którą można przeczytać na (nie)szanownej Wirtualnej Polsce, pod tytułem: “Lekarka złamała prawo, żeby ratować życie biednych” :
“Gazeta Wyborcza” pisze o lekarce z Krakowa Ilonie Rosiek-Koniecznej, która wypisywała tysiące darmowych recept, żeby ratować biednych. Grozi jej osiem lat więzienia.
Jeśli złamała prawo, to zrobiła to dla mnie, dla Henryka i dla tego biedaka Zbyszka, co u nas w hostelu umierał na raka płuc. Załatwiała mu morfinę, siedziała przy łóżku, kiedy wył jak zwierzę, i nie skarżyła się, że jej słabo od smrodu gnijącego ciała - mówi 55-letni bezdomny Tomasz Paszkowski.
i czytamy w artykule dalej:
Ilona Rosiek-Konieczna jest podejrzana o wyłudzenie w 1999 roku z małopolskiej kasy chorych 300 tys. zł. Wypisywała recepty na inwalidów wojennych (mają leki za darmo) dla osób do tego nieuprawnionych. Kontrola wykazała, że takich recept było ponad 6 tys.
(…) Policjanci mówią, że wszystko wskazuje na to, że leki od doktor Ilony Rosiek nikomu nie zaszkodziły, a ona sama nie zarobiła na nich ani złotówki.
Dla odrobiny pikanterii można zacytować jeden (z wielu oczywiście) komentarzy, który mam nadzieję (bo z czytelnikami Wirtualnej Polski i Onet.pl, nigdy nie można być niczego pewien) był prowokatorski i w założeniu ironiczny:
Oto przestępczyni!
B. 2007.08.28 05:48
i dowód na to jak zepsute jest środowisko lekarskie, jak to nie ma poszanowania ani dla prawa ani dla sprawiedliwości - powiesić ją! A najpierw pokazowy proces!
Jestem prawie, że pewien, iż słowa “prawo” i “sprawiedliwość”, nie zostały użyte przypadkowo, co wnioskuję z nazwy pewnej rządzącej (już niedługo) Polską partią, która tak, a nie inaczej obchodzi się z zasadą domniemanej niewinności, która w tym kraju obowiązuje. Pamiętacie jeszcze “niebezpieczną szajkę tłumaczy”, którzy swoje życie poświęcili hobbystycznemu tłumaczeniu linii dialogowych do swoich ulubionych filmów i udostępniali SWOJE prace nieodpłatnie? Pamiętacie co się z nimi stało? - Bez komentarza.
Chciałbym w tym poście zadać pewne (dość retoryczne) pytania, które nurtują mnie od dłuższego czasu, jako, że sam zamierzam koncentrować swoje życie w otoczeniu instytucji prawno-administracyjnych - Czy prawo jest ludzkie, człowiecze? Czy przemawia za nim jakakolwiek moralność? A co ma do tego wszystkiego Religia?
Spójrzmy najpierw na rozwinięcia pewnych haseł encyklopedycznych, jakie podaje nam Wikipedia:
Prawo - system ogólnych i abstrakcyjnych reguł zachowania (norm prawnych) związanych genetycznie i funkcjonalnie z działalnością państwa, którego funkcje i treść określa układ sił społecznych i stopień rozwoju cywilizacji. (link)
Człowieczeństwo - zespół cech przynależnych człowiekowi, stanowiących o jego ludzkiej naturze. (link)
Moralność – zbiór zasad (norm), które określają co jest dobre, a co złe, którymi zgodnie z danym światopoglądem religijnym bądź filozoficznym powinni kierować się ludzie. (link)
Czy dobroć i moralność leży w naturze człowieka? Richard Dawkins zna na to pytanie odpowiedź. W swojej, jakże dobrze sprzedającej się, w (”katolickiej”?) Polsce, książce “Bóg urojony” (”The God Delusion“), która jest przede wszystkim naukową konfrontacją darwinizmu i katolicyzmu, znajduje się rozdział pod tytułem “Korzenie Moralności: Dlaczego ludzie są dobrzy?”. Roździał ten przede wszystkim argumentuje, wcześniej postawioną przez autora książki, tezę, iż można być dobrym i żyć moralnie bez względu na to, czy ktoś jest wierzący, czy nie (o religijności już nie wspomnę). Więc, czy dobroć i moralność leżą w naturze ludzkiej? - Jak najbardziej tak! Altruizm (wg. Dawkinsa), jest efektem działania tak zwanego “samolubnego genu”, który swoje przetrwanie w świecie Darwinowskiego “Doboru Naturalnego”, zawdzięcza właśnie swojej samolubności ukazującej się w różnych formach.
Najprostrzy sposób by gen zapewnił sobie realizację własnych “samolubnych” interesów, czyli przetrwanie kosztem innych genów, to zaprogramowanie organizmu tak, by sam stał się egoistyczny. Rzeczywiście bowiem w wielu przypadkach przetrwanie organizmu faktycznie sprzyja przetrwaniu genów, których jest nosicielem. Tyle że zależnie od okoliczności skuteczna może być odmienna taktyka. (The God Delusion (Bóg Urojony), Richard Dawkins, CiS Warszawa, 2007, str. 294)
I dalej czytamy:
Zdarzają się sytuację - nawet nieszczególnie rzadko - gdy gen może zapewnośc (samolubnie) przetrwanie, skłaniając organizm do zachowań altruistycznych (The God Delusion (Bóg Urojony), Richard Dawkins, CiS Warszawa, 2007, str. 294)
Dalej mamy opis czterech podstawowych typów altruizmu i ich wpływ na rozwój człowieka w różnych społecznościach na przełomach różnych czasów ewolucyjnych. Dowiedzieć się można, że zachowania dobre, sprzyjające życiu jednostki w grupie, są takim samym efektem ewolucyjnych zmian jak nastawienia ksenofobiczne do obcych, poczucie głodu, by zaspokajać pragnienie, czy mechanizm popędu seksualnego, który służy prokreacji.
Wyobraźmy sobie, że dzisiaj jakaś inteligentna para sięga do Darwina i dowiaduje się, że ostateczną przyczyną pożądania, jakie do siebie czują, jest prokreacja. Ona (albo on) stosuje jednak odpowiednie środki i oboje wiedzą, że do zapłodnienia nie może dojść. Czy wiedza o ewolucyjnych korzeniach żądzy może osłabić pociąg, jaki do siebie czują? Pożądanie jest pożądaniem i siła, z jaką działa na ludzkie umysły, jest niezależna od darwinowskich czynników, które je ukształtowały. (The God Delusion (Bóg Urojony), Richard Dawkins, CiS Warszawa, 2007, str. 301-302)
W jakiejś całkiem odległej przeszłości, gdy żyło nam się (wbrew teorii Romana “Konia” Giertycha) jak szympansom, w niewielkich gromadach, czynniki doboru naturalnego kształtowały nasze umysły i świadomości, tak, byśmy pomagali sobie wzajemnie, bo niby “dlaczego nie?!”. Dlaczego nie pomóc biednemu dziecku, którego nie znamy i którego zapewne nigdy więcej nie ujrzymy na oczy? Dlaczego nie pomóc ofiarą kataklizmu w indonezji, których nigdy nie poznamy osobiście i którzy też nigdy nie dowiedzą się, kto był ich anonimowym darczyńcą? No właśnie… Dlaczego nie!?
Jak wiadomo dobór naturalny eleminuje wszelkie “bezcelowe” efekty ewolucji z organizmów, jako zbędne lecz czasami zdarzają się tak zwane darwinowskie ”pomyłki”, które irracjonalnie wkradają się w bieg życia danego gatunku i pozostają w nim ze swoimi ukrytymi korzyściami dla niego. Ta moralność właśnie i dobroć, w stylu “dlaczego nie?!”, to właśnie pomyłki, które paradoksalnie stały się fundamentem człowieczeństwa i naszej dzisiejszej cywilizacji. (Jeżeli kogoś ciekawi temat polecam cytowaną książkę Dawkinsa, bo ja sam opisuję te mechanizmy tutaj jako laik, a nie człowiek, z tytułem biologicznym, więc mogę być nieco niedokładny, aczkolwiek staram się by sens pozostał jednakowy)
Tak więc, jeżeli pytanie brzmiało: Czy moralność i dobroć leżą w naturze człowieka? -
odpowiedź brzmi najzupełniej twierdząco, gdyż są to efekty długotrwałych procesów ewolucyjnych, które oddziaływały na nasz gatunek.
Kolejne pytanie, które należy postawić brzmi następująco: Jeżeli prawo to “system ogólnych i abstrakcyjnych reguł zachowania” i nierozerwalnie wiąże się z moralnością, która owe abstrakcyjne reguły zachowań formułuje, to czy moralnym jest sztywno trzymać się prawa, wtedy, gdy dany człowiek, znajduje się pod oskarżeniem o użycie swojego altruizmu względem innych. Inaczej. Czy to dobrze o nas świadczy, że skazujemy człowieka, za to, że był dobry dla innych? Wiadomo, reguły prawne są sztywne. Stricto wręcz. Wiadomo, że jeżeli nie potępiałoby się używania państwowych pieniędzy (czy jakiejkolwiek innej własności “wspólnej”), do jakichkolwiek celów (nawet tych szlachetnych i jak najbardziej ludzkich), to mielibyśmy doczynienia z samowolą i anarchią na skalę państwową.
Czy prawo jest więc ludzkie, jeżeli łączy się z moralnością człowieka? Tutaj trzeba
stanowczo zaprzeczyć. Prawo nie jest ani ludzkie ani dobre i nie powinno się go rozpatrywać w tych kategoriach. Prawo jest sztywne, suche i zimne. Reguły prawne są po to, by ich przestrzegać, niezależnie od własnych poglądów. Jeżeli prawo jest złe, należy je zmienić, a nie naginać do własnych potrzeb. Osobiście (jako osoba oderwana od rzeczywistości prawnej) współczuję tej lekarcę i jestem całym sercem za nią, chociażby za to, co robiła dla tych biednych ludzi dotkniętych chorobą. Natomiast, jeżeli było to robione ze złamaniem lub nagięciem prawa, to uważam, iż zachowanie to było błędne. Wiadomo, że kobieta ta nie mogła np. kupować leki za swoje pieniądze (bo ich zwyczajnie aż tyle nie miała), mogła natomiast (o ile nie próbowała) zaangażować sponsorów, fundacje wszelkiego rodzaju, opinię publiczną w sytuację tych biednych ludzi, wtedy może historia potoczyłaby się inaczej. Mam nadzieję, że ta sytuacja zmusi do myślenia niektórych ludzi na sytuację dosyć sporej części społeczeństwa i pomoże to w konstruktywnej zmianie prawa, aby nam wszystkim było lżej w naszej ojczyźnie.
A jak Ty myślisz? Czytelniku?
Ostatnie komentarze
text num2
Dzięki serdeczne przydało mi się do odpalenia...
Bardzo fajnie opisane. Ze wszystkich stronek...
Rotfl, dobre.
wpis czy wiersz ?