Archiwalia dla 07.2007

Droga

zszedł jak mesjasz
za jasnym sklepieniem
zbawiciel na czterech kołach
wstydliwie cichy oddech
cienia na podwójnej ciągłej

drżąc lewituje obraz
deus ex machina
w świetlistej tonacji
fotografia ze świętym
bez imienia

marzy pewnie teraz
o spokojnej drodze
bez drzew i liści kruchych
grymasu kości
i szelestu krwi

blask reflektora
budzi ulicę z mroku
ciało na środku
skrzyżowania
cóż za ironia losu

____________________________________________

Wracam dzisiaj od znajomego, z seansu filmowego i przechodzę przez ulicę. Wiecie jakie to uczucie widzieć swój cień w świetle nadjeżdzającego z tyłu samochodu? Nie próbujcie się przekonać.

Kompleksy i uprzedzenia

Odrobina wiedzy fachowej nigdy nie zaszkodzi.

Kompleks - zbiór myśli, słów, wyobrażeń silnie skojarzonych z pewną inną ważną i silnie zabarwioną emocjonalnie myślą, która zwykle bywa wyparta ze świadomości, stłumiona (myśl taką zwie się niekiedy jądrem kompleksu). Powrót do świadomości tego jądra kompleksu wywołuje zwykle nieprzyjemne afekty, takie jak lęk, niepokój, wstyd. [znalezione na wiki]

Uprzedzenie – rodzaj postawy polegający na odrzucaniu czegoś lub kogoś bez racjonalnych przesłanek. [znalezione na wiki]

Jako, iż z opowiadań posłyszałem gdzieś tam i kiedyś tam odrobinę profesjonalnej i pseudofachowej wiedzy na temat kompleksów, wiem, iż owe z wiekiem mają znaczącą tendencję do zanikania - wiadomo, człowiek z wiekiem staje się bardziej doświadczony, przez to mniej go rusza i mniej zaskakuje i przez to jest bardziej “samo-świadom” własnego ego i swojej wartości. Uprzedzenia natomiast, opierając się na tej samej, ścisłej wiedzy, mogę powiedzieć, że wykazują zupełnie odwrotne tendencje niż ich “koledzy”, kompleksy. Z wiekiem człowiek przeżywa bardzo wiele rzeczy. Może np. być uprzedzony do krótkościętych mężczyzn, gdyż np. podobny osobnik ukradł mu samochód, czy pobił kogoś z rodziny. I już mamy stertę uprzedzeń, które się zacierają i tworzą barierę nie do przebicia, tworząc z człowieka przewidywalnego i jednocześnie bardzo a-nowoczesnego osobnika. W dzisiejszym zwariowanym świecie informacje płyną tak szybko, że niedługo będziemy mogli sprawić, by płynęły one z prędkością naszych myśli. Gdzie w tym pokręconym czasie jest miejsce dla ludzi, którzy zamykają się przed czymkolwiek w fortecy swoich uprzedzeń?

Dochodzę jednak do wniosku, że nagromadzenie uprzedzeń czemuś służy.
Możę nie odkryję tutaj ameryki, czy innych indii, ale uważam, że uprzedzenia potrafią,
pomimo swojej zaściankowości, wytworzyć coś zupełnie nowego. Ja ten nowy twór nazwałem roboczo kompleksami wtórnymi, czyli kompleksami, które wytwarzają się w danym człowieku, który się wcześniej z jakiejś ich postaci wyleczył. Podajmy tutaj przykład. Dlaczego tak jest, że istnieje grupa tak zwanych “pewnych kierunków studiów“? Gdyby było tak, że tylko niektóre dyplomy ukończenia uczelni dawały pewny chleb to by ludzie nie wybierali np. Politechniki do studiowania, tylko masowo szli na Prawo, bo to, jak to mówią uczeni w piśmie, dobry kawał grosza. Takie przesądy, uprzedzenia czy inne kompleksy wtórne, to wytwór - jak dla mnie - chorej, zbiorowej wyobraźni wielu ludzich i boję się, by to z czasem nie przerodziło się w pewnego rodzaju religię.

Dzisiejszy rynek, jak się okazuję, jest bardzo mobilny. W gruncie rzeczy to zasługa ludzi, którzy często nie mogą pracować w zawodzie i wybierają inną drogę kariery. To dzięki nim gospodarka się napędza, tworząc poszczególne rynki pracy. Dzięki takim zwykłym, szarym ludzikom, dla mnie, nie istnieje pojęcie pewnego kierunku studiów i pewnego zawodu. Zawód oleju do łba nie naleje i za nas mamony nie będzie trzepał. Wszystko zależy od tego, czy chcemy coś robić czy nie.

Chcę zasnąć dzisiaj z przekonaniem, że mimo wszystko mam wybór.

Grindhouse: Death Proof

Grindhouse Vol. 1

reżyseria Quentin Tarantino
scenariusz Quentin Tarantino

Sprawmy by taśma była zniszczona, jakby przez pare lat jeździła od kina do kina, zwiedzając co rusz nowe miejsca, prezentując się coraz to nowym ludziom. Zbudujmy ścieżkę dźwiękową tak, by tworzyła oryginalny punkt odniesienia zmysłowego dla widza, jednocześnie będąc miłym nawiązaniem do lat dawno-ubiegłych. Zbudujmy scenariusz, oparty na czarnym humorze wplecionym w niekończące się dialogi typu “pitu-pitu” i włóżmy je w usta ośmiu seksownych kobiet. Połączmy to jeszcze z jakimś czarnym typkiem, powiedzmy sobie, niech będzie miał maszynę, która zabija! O! Quentin Tarantino po raz kolejny wita świat kina swoją odmóżdzającą rozrywką. Niech was jednak nie zmyli epitet “odmóżdżający”, bo w wypadku Tarantino, reguły jezykowe potrafią w rzeczywisty sposób, odwrócić swoje realne znaczenie.

Reżyser ów, jak dla mnie, reprezentujący współczesne kino autorskie, nie tworzy filmów według współczesnych norm produkcyjnych, a zamiast tego bawi się z widzem i z własnym filmem tworząc specyficzne przedstawienie, z bardzo charakterystycznymi dla niego elementami. Tak jak w poprzednich dziełach tego reżysera, scenarzysty i aktora (Pulp Fiction, Wściekłe Psy, Kill Bill 1 i 2), mamy doczynienia ze świadomym filmem, pełnym dialogów, przy których trudno się nie uśmiechać, i muzyką, budującą atmosferę i klimat danych scen. Oprócz tego, zaryzykuję stwierdzenie, że do nowego projektu Tarantino, można podczepić dwa nowe epitety - surowy i seksowny. Surowy, gdyż wspomniany na samym początku recenzji, efekt wyeksploatowanej taśmy filmowej, przynosi niespodziewanie ciekawe rezultaty, nadając pewnego drapieżnego charakteru temu filmowi, pogłębionego, przyglądając się dalej, przez kreację bohaterów i sam scenariusz. Seksowny dzięki samej historii, którą film prezentuje. Mamy tutaj typowego badass’a, w którego w niespodziewanie, dla mnie, ciekawy sposób wcielił się Kurt Russel, a który to zły typek poluje swoim złowieszczym samochodem na dwie grupki, niczego sobie prezentujących się, wyemancypowanych babek. Konflikt płci i ich istota jest podscycana przez ich symbole - szybkie samochody, kobiece ciało i rozmowy. Napis na reklamie Death Proof’a mówi “Najbardziej kobiecy film roku”. Powiem - mało tego! Jest to “Najbardziej (zarazem) kobiecy (jak i) męski film roku”.

Jeżeli mam się do czegoś szczególnie przyczepić w tym filmie, to chyba tylko
do samej formy przeciągania dialogów przez scenarzystę. Jak wiadomo sam Tarantino
mówił, że najlepszym sposobem na uśpienie widza i zmniejszego jego czujności, jest zalanie jego świadomości typowo banalnymi dialogami. Tak jest i tutaj. Jest to Tarantinowski styl dialogów “z jajem”, natomiast czuję, jakby ów pan stracił wyczucię w ich tworzeniu . To nie może być tak, że mamy dialog o pierdołach, który dłuży się i dłuży, choćby nie wiadomo jak był zabawny - co za dużo to niezdrowo!

Gdyby nie powyższe, film mógłbym skomentować jednym zdaniem, jako “odmóżdzającą w pozytywny sposób, specyficzną rozrywkę, pełną zarówno męskości, jak i kobiecości”. Nie należy się spodziewać po tym filmie głębokich przemyśleń. To zabawa, która przyrządzona
w odpowiedni sposób przez reżysera, stanowi niebanalny przykład tego, jak się robi dobre, autorskie filmy. Teraz czas na vol.2 Rodrigueza. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało po drugiej stronie.