Przez dłuższy czas w moim odtwarzaczu, czy to przenośnym, czy to tym stacjonarnym, króluje Coma wraz ze swoją piosenką “Spadam”. Śmieszna rzecz, jak niektóre rzeczy moga się spodobać ludziom tak maniakalnie, dopiero po bardzo, bardzo długim czasie. Kiedyś ten kawałek i inne były pomijane przeze mnie szybkim “next`em” a teraz, no proszę. No cóż. Dobrze, że do tego doszło - przynajmniej zapoznam się z Comą bliżej przez Katowickim koncertem, na którym będzie supportem mojego ukochanego Tool`a i Dir en Grey.
O co tak na prawdę chodzi? Wydaję mi się, że bardzo chciałbym mieć kawałek taki własny, dla siebie, który przekazywałby mi ogromną dawkę emocjonalną. Wiem, to trochę dziwne pragnienie, ale ja się go nie wstydzę bo jest moje własne
W tym wypadku jest ciekawym udziwnieniem mojego życia. Fajnie, że nabiera ono powoli kolorów odmiennych niż czerń i szarość. Bardzo fajnie - można mieć tylko nadzieję, że nie wyjdę z niego sam.
Poza tym czas na zmiany kolorystyki
Niedługo popracuję nad layaout`em tego bloga, na kolory… nie wiem może troszkę jaśniejsze. Pozytywną przemianę widać na moim pulpicie:
Może to świadczyć o tym, że wreszcie budzę się do życia. Jak to mówią miśki “The Sleeper has awaken!”
Pozdrawiam wszystkich i życzę równie żywych dni.






Ostatnie komentarze
text num2
Dzięki serdeczne przydało mi się do odpalenia...
Bardzo fajnie opisane. Ze wszystkich stronek...
Rotfl, dobre.
wpis czy wiersz ?